O Stasiu
Mam na imię Staś, na nazwisko Dębowski — od dębu. To nazwisko dał mi stary proboszcz, kiedy nie znaleziono żadnych dokumentów. Później okazało się, że pasuje idealnie.
Mam 19 lat i zespół Downa. Wychowałem się przy parafii. Służę do niedzielnej Mszy, zapalam świece, dzwonię na Podniesienie. A poza tym, choć nikt mnie tak nie nazwał oficjalnie, jestem parafialnym rękodzielnikiem.
Jak zacząłem
Robić rękami nauczył mnie parafialny złota rączka. Zobaczył, że potrafię godzinami szlifować kawałek drewna, aż będzie idealnie gładki. To, co zaczęło się jako sposób na zajęcie, stało się moim powołaniem.
Dziś robię drewniane krzyże, różańce i bransoletki — do powieszenia w domu i do noszenia przy sobie. Świat rozumiem trochę prościej i myślę wolniej. Ale jedno potrafię dobrze: robić rzeczy z drewna, spokojnie i do końca.
Dlaczego ceny są małe
Każdą rzecz robię sam, z modlitwą. Część tego, co zarobię, oddaję parafii, która mnie wychowała. Dlatego ceny są niskie — zależy mi, żeby krzyż albo różaniec trafiły do jak największej liczby domów.
O żadnej pracy nie mówię, że jest skończona. Mówię tylko, że „drewno jest już gotowe”. I że zrobione jest dwa razy — raz rękami, raz sercem.
Szczęść Boże.
— Staś